[Kornelia]
Nie mogę uwierzyć, że właśnie spełnia się moje marzenie. Dostałam stypendium w najlepszej szkole tanecznej, która znajduję się w Los Angeles !Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach a teraz siedzę na lotniku i czekam na mój samolot, który ma startować za niecałą godzinę.
-Denerwujesz się?- Zapytała przyjaciółka.
-Nową szkołą nie, ale lotem tak i to bardzo.- Był to mój pierwszy lot samolotem, strasznie się bałam, że coś pójdzie nie tak i samolot spadnie rozbijając się na środku morza, skąd nie będzie już ratunku.
-Dasz radę, lecisz po spełnienie marzeń. Dobrze, że chociaż jedna z nas wyrwie się z tego zadupia.-Rzeczywiście szkoła taneczna do której uczęszczałam znajdowała się w małym miasteczku, ja mieszkałam w pobliskiej wiosce, położonej niecałe 10 kilometrów od miasta.
-Pasażerowie lotu 210 do Los Angeles proszeni są na pokład.- Damski głos rozbrzmiał na całe lotnisko, przerywając naszą rozmowę.
-To mój lot.- Powiedziałam nieco smutno musząc się pożegnać z przyjaciółką.
-Trzymaj się, pisz, dzwoń i pokaż im jak wywijają Polacy.-Zaśmiała się przytulając mnie.
-A ty pracuj, żebyś za rok mogła do mnie dołączyć.-Nasza szkoła co roku fundowała jedno stypendium dla najlepszego tancerza, w tym roku po 10 latach ciężkiej pracy ja okazałam się najlepszym tancerzem w naszej szkole.
-Zrobię wszystko co w mojej mocy, a teraz leć bo się spóźnisz.-Uściskałyśmy się raz jeszcze po czym zabrałam walizki i udałam się na odprawę. Po 10 minutach siedziałam już na swoim miejscu w samolocie. Pilot kazał zapiąć pasy i przygotować się do odlotu, zrobiło mi się słabo bardzo się bałam.
-Wszystko w porządku ? Jesteś strasznie blada.- Zwrócił się do mnie mężczyzna siedzący obok mnie.
-Tak-Wydusiłam z siebie, mocno zaciskając powieki ponieważ startowaliśmy. Naglę zatkały mi się uszy co było naprawdę nie przyjemne. Gdy już wszystko wróciło do porządku otworzyłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Siedziałam przy oknie, coś mnie podkusiło, żeby przez nie spojrzeć, odwróciłam głowę w stronę okna i z przerażeniem obserwowałam jak wysoko nad ziemią jesteśmy. Zaczęłam oddychać coraz szybciej, to czego się obawiałam, atak paniki. Nerwowo zaczęłam przeszukiwać mój podręczny bagaż w poszukiwaniu tabletek uspokajających.
-Na pewno wszystko gra?-Znów zapytał przyglądając mi się badawczo.
-Tak muszę tylko wziąć tabletkę.-Wyjęłam małe pudełeczko z którego wzięłam jedną tabletkę.
-Mogę prosić o szklankę wody.-Zapytałam stewardesa która akurat przechodziła obok, po chwili dostałam to o co prosiłam. Połknęłam tabletkę i zapiłam wodą, już po chwili zrobiło mi się lepiej. Uspokoiłam się trochę i przyjrzałam mężczyźnie obok, był bardzo przystojny, brunet z głębokimi piwnymi oczami. Postanowiłam do niego zagadać, okazało się, że nazywa się Jakub i jest architektem, bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało, jednak co jakiś czas nerwowo spoglądałam przez okno. Gdy po jedenastu godzinach lotu wyszłam na świeże powietrze byłam prze szczęśliwa.
No czekamy na pierwsze. Zapowiada się ciekawia!
OdpowiedzUsuńCałuski :*
No ciekawie , ciekawie.
OdpowiedzUsuńCzekam na pierwszy :)